Lotnictwo w czasach zarazy, czyli pasja rozwiązaniem każdego problemu (?)

Lotnictwo w czasach zarazy, czyli pasja rozwiązaniem każdego problemu (?)

Niedawna hossa lotnicza trwała nieprzerwanie przez około osiem lat. Pamiętam jak dziś pytanie dobrego kolegi: „słuchaj mam jakieś sto pięćdziesiąt tysięcy, myślisz że zostanie pilotem to dobra inwestycja?”… (sceneria piękna, Aperol Spritz w kwietniowym słońcu, wokół szczyty ośnieżonych gór).. Bez namysłu stwierdziłam, między jednym a drugim łykiem: „Myślę, że to jest tak: jeśli zrobisz lot, dwa i stwierdzisz, że to najlepszy zawód na świecie – idź w to na sto procent. Jeśli chcesz pewnej inwestycji dla pomnożenia kapitału – to może nieruchomości?”

 

Jak większość z nas wie, kondycja rynku lotniczego jest odzwierciedleniem 1:1 stanu gospodarki światowej, stąd zachowuje się zgodnie z sinusoidą – raz przysłowiowa „górka”, raz „dołek”. Przypominam sobie absolwentów uczelni lotniczych w latach 2008-2012… w feralnym roku odbywa się jedyna rekrutacja do Eurolot, stu pięćdziesięciu chętnych, chyba dziesięć pozycji. Większość odchodzi z kwitkiem. Jaki ma to wpływ na dalsze losy/morale adeptów lotnictwa? Jeżeli w danym momencie miałeś/łaś 20 lat, Twoje szkolenie sfinansowane było w większości przez uczelnię państwową, a ponadto CIESZY CIĘ KAŻDA GODZINA SPĘDZONA W POWIETRZU – jak to mawiają Anglosasi „no big deal”. Można zrobić uprawnienia FI(A) i jakoś przetrwać, budować nalot za 10pln/h. Jeśli natomiast 30-40 lat, większość uzbieranych oszczędności zainwestowałeś/ałaś w swoją karierę w linii, a weekendy i święta rodzinne poświęciłeś/łaś na naukę… Sytuacja jest już mniej komfortowa.

Po kolejnym okresie złotej prosperity pilockiej – pensje do 100.000pln na Dalekim Wschodzie, przyjęcia do pracy z pocałowaniem ręki – przenosimy się w zaskakujący 2020 rok. Wielu naszych niedawnych uczniów pokończyło szkolenia, jedni świeżo po liceum, inni wedle zasady „Kiedy jak nie teraz, zawsze chciałem/łam być pilotem”. I oto crash i kryzys. Przez dwa miesiące nie lata nic, tylko cargo i GA. Linie lotnicze reagują różnie – od zachowawczego „obniżamy pensum do poniżej 50% na 3lata” (narodowy przewoźnik), przez „mamy pieniądze, nie będzie zwolnień. (A po miesiącu) Jednak zostaliśmy zaskoczeni przez sytuację: zwalniamy 10% kadr i obniżamy pensje. „Stay tuned”” (lokalne low-costy). Związki zawodowe Lufthansy zgodzą się na obniżkę pensji do 45% do 30 czerwca 2022, w zamian za to linia miałaby wcale nie zwalniać pilotów. Airbus szacuje, iż uziemionych będzie 8,000 samolotów do września br, co może oznaczać aż 90000 pilotów bez pracy.

 

Zatem jak się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości? Fakt, to będzie bardzo trudne. Ale pasja, determinacja i zdrowy rozsądek w planowaniu (zwłaszcza niestety wstecznym), mogą okazać się nieocenione. Ruch GA rozprzestrzenił się na wszystkie lotniska – ile radosnych głosów po low passach nad Okęciem, pokazach pół-akrobatycznych na oczach kontrolerów koordynujących zazwyczaj na zmianę samoloty medium i heavy. Wielu pilotów liniowych na co dzień kursujących gdzieś między Bali a Kubą ma teraz w końcu więcej czasu, aby pochylić się nad kształceniem „świeżych” lotników, przekazaniem im wiedzy nie do odnalezienia w książkach. Można również bez skrępowania poćwiczyć swój angielski w korespondencji IFR z kontrolerami zbliżania, albo otworzyć w końcu „Manual of Radiotelephony”. Spróbujmy wykorzystać ten czas najlepiej jak się da. Nie zapominajmy, że sinusoida zaoferuje nam niebawem kolejną „falę”, a wtedy bądźmy gotowi, żeby ją złapać.

Agnieszka Skwara
Agnieszka Skwara
Pilot samolotu ratowniczego w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym, instruktor samolotowy, dyspozytor lotniczy, absolwentka Filologii i Zarządzania Transportem Lotniczym na Londyńskiej uczelni z 10 letnim doświadczeniem w branży m.in. tłumaczeniach symultanicznych podczas szkoleń lotniczych.